Niektóre filmy pozostają w naszej świadomości na lata, inne z różnych powodów giną w tłumie. Tak było w moim przypadku z Bazą ludzi umarłych (1958) Czesława Petelskiego. Choć znam i wielokrotnie oglądałam kultowe polskie produkcje, takie jak Miś, Rejs czy Seksmisja, to ten klasyk jakoś mi umknął. Aż do momentu, gdy w miniony weekend sięgnęłam po Berdo Remigiusza Mroza.
„„Wytoczył się z powrotem do sali i omiótł wzrokiem wnętrze (…). Tu i ówdzie dało się dostrzec zdjęcia Marka Hłaski, jedno kultowe, to z papierosem, a także plakat filmowy z dużym napisem 'BAZA LUDZI UMARŁYCH’. Zasadniczo to właśnie ten polski klasyk Petelskiego, osadzony w tutejszych górach i powstały na podstawie książki „Następny do raju”, był tym co przywiodło Forsta w Bieszczady”
– napisał Mróz w swoim kryminale. I to zdanie wystarczyło, bym zaczęła szukać filmu, który – jak się okazało – powinien być obowiązkowym punktem na liście każdego miłośnika starego polskiego kina.


gorzej” – Baza ludzi umarłych

Brutalny świat ludzi na skraju przepaści
Film Petelskiego powstał na podstawie noweli Marka Hłaski Następny do raju. To historia grupy wykolejeńców społecznych, wyrokowców i ludzi bez perspektyw. Pracują w bazie transportu drewna w Bieszczadach tuż po II wojnie światowej. W tej beznadziejnej rzeczywistości pojawia się aktywista partyjny Zabawa (Zygmunt Kęstowicz). Ma on jedno zadanie – zatrzymać ludzi na miejscu i zmusić ich do pracy. Ale czy w świecie, gdzie każdy myśli tylko o ucieczce, można kogokolwiek zatrzymać?
Film jest surowy, pełen tragicznych postaci – lekarz skazany za zabójstwo kochanka żony, złodziej kombinujący na boku, pijak, który już dawno przegrał swoje życie. To ludzie na skraju, których życie bardziej przypomina egzystencję niż rzeczywiste istnienie.
Cenzura, Hłasko i zmienione zakończenie
Historia ekranizacji nie była pozbawiona kontrowersji. Marek Hłasko nie zgodził się na wprowadzone zmiany i wycofał swoje nazwisko z czołówki filmu. Pierwotnie historia miała jeszcze bardziej pesymistyczny wydźwięk. W finalnej wersji pojawiła się odrobina optymizmu – Zabawa i jego największy wróg Warszawiak zostają w bazie i słyszą nadjeżdżające nowe ciężarówki.
Dla władz PRL film był za ponury, za prawdziwy, za bardzo oddający rzeczywistość, którą chciano przemilczeć. Cenzura nie była zachwycona, ale mimo to film trafił do kin. I stał się jednym z bardziej wyrazistych obrazów tamtej epoki.




Dlaczego warto obejrzeć firm Baza ludzi umarłych?
Jeśli ktoś chce poczuć klimat powojennej Polski, surowość Bieszczad tamtych lat i zanurzyć się w świat ludzi, którzy nie mają już złudzeń – Baza ludzi umarłych to pozycja obowiązkowa. To także film, który doskonale pokazuje realia, jakie kształtowały twórczość Marka Hłaski. Warto obejrzeć, zwłaszcza jeśli, tak jak ja, wcześniej gdzieś ten tytuł Wam umknął.
Co ciekawe, film kręcono w Górach Bialskich, w rejonie wsi Bielice (powiat kłodzki). A także w Lądku-Zdroju oraz na trasie ze Złotego Stoku do Lądka-Zdroju – wbrew pozorom, nie były to Bieszczady.
Czy Mróz wiedział, że zainspiruje kogoś do sięgnięcia po zapomniany film? Pewnie tak i cieszę się, że tak się stało. Bo to jeden z tych klasyków, które nie powinny pozostawać w cieniu.





Dodaj komentarz