Karpaty, jeden z trzech głównych łańcuchów górskich w Polsce. Zachwycają swoją różnorodnością przyrodniczą i kulturową. Rozciągające się od Beskidów, przez Tatry, po Bieszczady. Te malownicze góry kryją w sobie dzikie, nieskażone krajobrazy oraz bogatą tradycję góralską. To idealne miejsce dla miłośników przygód, gdzie można odkrywać tajemnicze jaskinie, podziwiać spektakularne widoki i zanurzyć się w unikalnym folklorze regionu.
Zastanawialiście się kiedyś, jak smakuje prawdziwa beskidzka zima w wydaniu „slow”? Zapraszam Was na relację z mroźnej wyprawy do schronu turystycznego „Lipka”, gdzie przy 5 stopniach powyżej zera wewnątrz chatki odkrywaliśmy urok górskiego „wiatingu”. Razem zdobyliśmy dziki i owiany legendami Ostry Wierch, a rankiem odwiedziliśmy przejmujące, nieistniejące już Czertyżne. To opowieść o wędrówce szlakami dawnej Łemkowszczyzny, gdzie cisza bywa głośniejsza niż miejski zgiełk.
Szukasz sposobu na ucieczkę od cywilizacji w samym środku mroźnej zimy? Zapraszam Cię na relację z naszej lutowej wyprawy w Beskid Niski, gdzie testowaliśmy „wiating” w wersji luksusowej. Odwiedziliśmy schron turystyczny „Lipka” na Głównym Szlaku Beskidzkim – miejsce wyjątkowe, zadbane i pełne beskidzkiego klimatu. Dowiesz się, jak wygląda nocleg w chatce z kozą, gdy za oknem trzyma mróz, a w podłodze świszcze wiatr. Przygotowałem też dla Ciebie praktyczną listę sprzętu, który uratuje Ci skórę podczas zimowego biwaku. Przekonaj się, dlaczego ta niepozorna wiata między Izbami…
Pożegnanie z Beskidem Żywieckim upłynęło nam pod znakiem brodzenia w śniegu po kolana. Wykorzystując ostatnie chwile zimowej aury, zdobyliśmy Oźnę 952 m n.p.m., odkrywając po drodze urokliwe kapliczki i ślady lokalnej historii. Choć wiedzieliśmy, że tamtejsze schronisko ma akurat przerwę techniczną, sama wędrówka w białej ciszy była wystarczającą nagrodą. Nie zabrakło też powrotu do dzieciństwa podczas szalonych zjazdów na sankach tuż pod naszym domkiem. Całość wyjazdu zwieńczyliśmy spacerem po Bielsko-Białej, tropiąc legendarne postacie z bajek: Reksio, Baltazar Gąbka, Don Pedro i Smoka Wawelskiego.
Drugi dzień w Beskidzie Żywieckim przyniósł nam jeszcze więcej śniegu i niezapomnianych wrażeń. Postanowiliśmy zdobyć Bendoszkę Wielką (1144 m n.p.m.), startując z Rycerki Górnej Kolonii przez przytulne schronisko na Przełęczy Przegibek. Choć trasa miała być krótka, zimowe warunki i torowanie drogi w śniegu po pas znacząco wydłużyły naszą wędrówkę. Prawdziwe emocje wzbudziły jednak świeże ślady niedźwiedzia, które napotkaliśmy na nieprzetartym szlaku podczas zejścia…
Szukasz pomysłu na szybki i konkretny wypad w Beskid Żywiecki? Wielka Racza 1236 m n.p.m. to obowiązkowy punkt na liście każdego zdobywcy Diademu Polskich Gór, a szlak z Rycerki Górnej to najkrótszy sposób na jej zdobycie. Nasza ostatnia wyprawa udowodniła, że wiosna w górach potrafi zaskoczyć prawdziwie zimową aurą i 40-centymetrową warstwą śniegu. Mimo braku rozległych panoram, mglisty klimat i zasypane lasy stworzyły niesamowitą, niemal magiczną atmosferę. Po zdobyciu szczytu i krótkiej wizycie na platformie widokowej, ogrzaliśmy się w przytulnym schronisku PTTK, przybijając pamiątkowe pieczątki.…
Listopadowe Bieszczady potrafią zaskoczyć klimatem – mgłą snującą się między drzewami i ciszą, która wybrzmiewa mocniej niż na połoninach. Tym razem na zakończenie długiego weekendu wybraliśmy zachodni wierzchołek Słonnego Wierchu – spokojną, leśną propozycję idealną na dwugodzinny spacer. Bez spektakularnych panoram, za to z obeliskiem na szczycie i prawdziwie jesienną aurą. To kolejny punkt w ramach Diademu Polskich Gór i dowód na to, że nawet „niepozorne” wierzchołki mają swój urok. Jeśli lubisz krótkie trasy z klimatem i szukasz pomysłu na mniej oczywisty cel w Bieszczadach.
Jak przejść całą Połoninę Caryńską z Brzegów Górnych do Ustrzyk Górnych? W listopadowej scenerii, bez tłumów i bez pośpiechu, ruszyliśmy czerwonym szlakiem przez szeroką grań. Było trochę wiatru, umiarkowana widoczność i dokładnie tyle słońca, ile potrzeba do dobrej wędrówki. Po drodze czekały rozległe panoramy i jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w tej części Bieszczadów – naturalne serce widoczne ze zboczy. To trasa, którą spokojnie przejdziesz w kilka godzin, a widoki zostaną z Tobą na długo.
Jaworniki zdobyte, choć bardziej z obowiązku niż z górskiej pasji. Chociaż z drugiej strony każdy spacer jest fajny jak ma się przy sobie świetne towarzystwo! Deszcz, mgła, błoto i pusta trasa bez widoków – to było klasyczne „odhaczenie” punktu do Diademu Polskich Gór. Krótki spacer leśną drogą i szczyt, który nie zostaje w pamięci na długo. Idealny tylko dla kolekcjonerów odznak.
Jeśli szukasz lekkiego startu w Bieszczadach, to szlak na Słonny Wierch – wschód – będzie idealny – choć potrafi zaskoczyć… błotem. To krótsza, spokojna trasa bez widokowych fajerwerków, ale za to z solidnymi punktami GOT i kolejnym zdobytym szczytem do Diademu Polskich Gór. Nasza wędrówka trwała dłużej niż planowaliśmy, bo miejscami trzeba było wręcz omijać leśne jeziorka błotne. Mimo tego było dużo śmiechu, przyjemnego leśnego klimatu i poczucia, że znów jesteśmy w górach. A dzień zakończyliśmy idealnie – zachodem słońca przy Ruinach Zamku Sobień.
Odkryj punkt widokowy w Górach Słonnych, z którego rozpościera się zapierająca dech w piersiach panorama Bieszczad. Z tarasu zobaczysz najwyższe szczyty, piękne Połoniny i malownicze wioski. Idealne miejsce na krótki postój, odpoczynek i relaks pod wiatą lub krótka dawka informacji przy tablicach edukacyjnych i sensorycznych. Sprawdź, jak dojechać i co warto zobaczyć w drodze na Słonny Wierch!
Po zdobyciu Słonnego Wierchu 668 m n.p.m. do Diademu Gór Polski postanowiliśmy przedłużyć górski dzień i zajrzeć na ruiny Zamku Sobień, gdzie zachód słońca potrafi totalnie oczarować. Choć sam zamek jest dziś w rozsypce i pełen archeologicznych wykopów, to widok na zakole Sanu wynagradza wszystko. To idealny przystanek po wymagającym szlaku – chwila oddechu, trochę historii i szczypta legendy o Czarnej Damie. Sobień może wygląda jak pobojowisko, ale ma w sobie coś, co przyciąga. A gdy prace się zakończą, będzie tu pięknie!
Wędrując na Połoninę Caryńską od Brzegów Górnych trafiłam na coś, co totalnie mnie zaskoczyło – naturalne serce uformowane na stokach Działu. Natura poukładała drzewa tak idealnie, że kształt widać już po kilkudziesięciu minutach marszu czerwonym szlakiem. Choć tym razem pogoda była mglista, serce i tak przebijało się przez mleko, jakby samo chciało zostać zauważone. Najlepiej widać je z pierwszej kulminacji Caryńskiej, tej na 1236 m n.p.m. To jedno z tych bieszczadzkich odkryć, które po prostu trzeba zobaczyć na żywo.