Beskid Niski zimą to miejsce dla tych, którzy w górach szukają czegoś więcej niż tylko ładnych widoków. Szukają ciszy, surowości i historii, która wyziera zza każdego ośnieżonego drzewa. W lutym, wraz z grupą znajomych, postanowiliśmy sprawdzić, jak smakuje prawdziwa przygoda w tym dzikim zakątku Polski. Naszym głównym celem był nocleg w samoobsługowym schronie „Lipka”, ale beskidzkie szlaki szybko pokazały nam, że mają do zaoferowania znacznie więcej – od stromych podejść po wzruszające spotkania z nieistniejącym już światem dawnych mieszkańców tych ziem.


Ostry Wierch
(Beskid Niski)

Co znajdziesz poniżej?
Jak wpisać trasę na Ostry Wierch przez Białą Skałę z Izb do książeczki GOT PTTK?
Jeśli zbieracie punkty do Górskiej Odznaki Turystycznej, ta beskidzka wyrypa solidnie zasili Wasze konto – za przejście tej trasy możecie dopisać sobie aż 22 punkty GOT. Nasza wędrówka rozpoczęła się w miejscowości Izby, skąd ruszyliśmy w stronę Schronu turystycznego „Lipka” (gdzie zostawiliśmy plecaki) oraz szczytu Biała Skała, by ostatecznie stanąć na szczycie Ostrego Wierchu. Beskid Niski bywa kapryśny, ale nie tym razem – przez całą drogę świeciło nam słońce. Poniżej przygotowałem dla Was gotowy schemat wpisu, który możecie od razu przepisać do swojej dokumentacji. Dzięki temu szybko załatwicie formalności i będziecie mogli wrócić myślami do przygody w dzikich ostępach Beskidu Niskiego.
| Izby (początek szlaku czerwonego) – Ostry Wierch 7.7 km, 594 m ↑ | 14 |
| Ostry Wierch – Bendoszka Wielka – Izby (początek szlaku czerwonego) 7.7 km, 210 m ↑ | 8 |
| SUMA PUNKTÓW GOT | 22 |
Gdzie zaparkować?
Planując tę trasę, musicie wziąć pod uwagę, że w bezpośrednim pobliżu wejścia na szlak nie znajdziecie żadnego typowego, płatnego czy rozsądnie zagospodarowanego parkingu. My zdecydowaliśmy się zostawić samochód po prostu przy drodze, w miejscu, gdzie nie było zakazu parkowania i nie utrudniało to przejazdu innym. Była mroźna sobota, więc nasze przeczucie nas nie myliło – nie spodziewaliśmy się tłumów i faktycznie tak było. Nasze auto było jedynym w okolicy, a my przez cały dzień byliśmy jedynymi turystami na szlaku i na samym szczycie. Taka cisza to w Beskidzie Niskim najpiękniejszy bonus! Zostawiam Wam dokładne namiary na miejsce, w którym my zostawiliśmy samochód: DP 1503K, 38-313 (okolice Izb). Współrzędne GPS: 49.459131, 21.066822


Pierwszy przystanek: Schron turystyczny „Lipka”
Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy na czerwonym szlaku niedaleko miejscowości Izby. Po zaledwie 20 minutach marszu naszym oczom ukazała się „Lipka”. To wyjątkowe miejsce na mapie Głównego Szlaku Beskidzkiego – darmowy schron, który oferuje dach nad głową dla strudzonych wędrowców. Choć to prosta konstrukcja, dla nas stała się luksusową bazą. Część ekipy zostawiła tu ciężkie plecaki, by na lekko ruszyć dalej w górę. Pod tym linkiem możecie zobaczyć pełną galerię wnętrza chatki oraz dowiedzieć się więcej o jej udogodnieniach.
Chatka Lipka w Beskidzie Niskim, czyli „wiating” w wersji luksusowej


W stronę Ostrego Wierchu przez Białą Skałę
Z chatki ruszyliśmy czerwonym, a następnie żółtym szlakiem, by zdobyć dwa ważne punkty na mapie Beskidu Niskiego. Pierwszym z nich była Biała Skała 903 m n.p.m., a naszym głównym celem był Ostry Wierch 938 m n.p.m. Ten ostatni to drugi co do wysokości szczyt w polskiej części tego pasma, leżący w tzw. Hańczowskich Górach Rusztowych. Sam wierzchołek znajduje się około 200 metrów na północ od granicy państwowej, zielony szlak graniczny sprytnie go omija.
Władysław Krygowski pisał o nim, że „wart jest poznania ze względu na swój dziki charakter”. I rzeczywiście – strome stoki oraz gęsty las nadają mu surowego klimatu. Z Ostrym Wierchem wiąże się też mroczna legenda o synu właściciela huty szkła, który odebrał sobie życie. Pochowany na styku granic, miał straszyć zbieraczki grzybów, dopóki mieszkańcy nie sprowadzili z Tatr bacy-czarodzieja, by jego magiczne praktyki w końcu przyniosły zmarłemu i żywym spokój.




Czertyżne – tam, gdzie czas się zatrzymał
Po mroźnej nocy w „Lipce” (termometr wewnątrz pokazał tylko 5 stopnie!), z samego rana udaliśmy się w miejsce szczególne – do nieistniejącej już wsi Czertyżne – zaledwie kilka minuty drogi autem i pół godzinny spacer. Nazwa tej łemkowskiej osady pochodzi od słowa „czertiż”, co oznacza „wyrąb”. Wieś została założona w 1589 roku i przez wieki tętniła życiem, słynąc z żyznych upraw dzięki wyjątkowemu mikroklimatowi. W 1900 roku stało tu jeszcze 26 domów zamieszkanych przez 167 osób. Niestety, historia po II wojnie światowej była bezlitosna – przesiedlenia na Ukrainę i Akcja „Wisła” w 1947 roku sprawiły, że wieś zupełnie opustoszała.




Przydrożne kapliczki nieopodal Cmentarza Łemkowskiego
Dziś Czertyżne to przejmująca cisza otoczona świerkami. Jedynym śladem po dawnych mieszkańcach jest greko-katolicki cmentarz wiejski, na którym w latach 1785–1947 spoczęło 521 osób. Oprócz kamiennych krzyży nagrobnych, o dawnej świetności przypomina krzyż ustawiony w miejscu nieistniejącej już unickiej cerkwi. Co ciekawe, dwie cenne ikony z 1624 roku, które niegdyś zdobiły tutejszą świątynię, ocalały i dziś można je podziwiać we Lwowskim Muzeum Sztuki Ukraińskiej. Spacer po tej dolinie to lekcja pokory wobec czasu i historii, której nie da się zapomnieć.


Beskid Niski w lutym nie wybacza braku przygotowania, ale odwdzięcza się spokojem, jakiego próżno szukać w Tatrach czy Karkonoszach. Połączenie nocy w mroźnej chatce ze zdobywaniem „dzikich” szczytów i odwiedzaniem miejsc pamięci takich jak Czertyżne, tworzy mieszankę, którą nazywam prawdziwą turystyką. Jeśli szukacie miejsca, gdzie poczujecie się jak jedyni ludzie na szlaku – kierujcie się na Izby i szukajcie „Lipki”.












Dodaj komentarz