Po zdobyciu wschodniego Słonnego Wierchu 668 m n.p.m. do Diademu Gór Polski – byliśmy jeszcze pełni energii. To był ten typ dnia, kiedy po zejściu z jednego wzniesienia człowiek ma ochotę zobaczyć coś jeszcze. No więc postanowiliśmy odbić autem w stronę wsi Manasterzec i zajrzeć na ruiny Zamku Sobień. Liczyliśmy na spokojny wieczór, chwilę ciszy i zachód słońca nad Sanem.
I wierzcie mi – z punktu widokowego na górze Sobień 361 m n.p.m. – zachód wygląda obłędnie. Taki romantyczny, ciepły, miękki. Słońce tonie nad rzeką, a człowiek na chwilę zapomina, że jest gdziekolwiek indziej. Tylko że… sam zamek to dziś naprawdę ruina w najdosłowniejszym znaczeniu. Trwają tam prace archeologiczne, wszystko jest rozkopane, nie ma klimatu „tajemniczego średniowiecznego zamczyska”. Ale! Jest duży potencjał. Gdy tylko skończą się wykopaliska – koniecznie warto wrócić. Bo już teraz widać, że Sobień potrafi zauroczyć.
Ruiny Zamku Sobień
Co znajdziesz poniżej?
Królewski początek – czyli skąd się wziął Sobień
Zamek Sobień, w dokumentach: Soban 1372, castro Sobyen 1460, powstał w drugiej połowie XIV wieku. Przypisuje się jego budowę królowi Kazimierzowi Wielkiemu, który dbał o zabezpieczenie szlaków biegnących wzdłuż Sanu. Lokalizacja była świetna – na granicy Pogórza Bukowskiego i Gór Słonnych, przy ujściu potoku Adyszów. Wkrótce po powstaniu trafił w ręce rodu Kmitów – jednej z najbardziej wpływowych rodzin na południu Królestwa Polskiego. W 1417 roku gościł tu nawet król Władysław Jagiełło z nowo poślubioną żoną, Elżbietą Granowską. Jan Długosz wspomina, że para zatrzymała się tu w drodze do Sanoka. W kolejnych latach zamek był świadkiem licznych sporów i podziałów majątkowych w rodzie Kmitów. Przez chwilę był nawet tłem rodzinnych kłótni o tytuły i ziemie – słowem: pełne średniowiecze.
Pożogi, wojny i wielki upadek
Rok 1474 przyniósł Sobieniowi tragedię. Wojska węgierskie Macieja Korwina zdobyły i spaliły zamek w odwecie za wcześniejsze zniszczenia w Górnych Węgrzech. Później było tylko gorzej – w 1512 roku znów zniszczyli go Węgrzy. Kmitowie przenieśli się do nowej siedziby w Lesku, a Sobień został porzucony. Zaczął się czas, który zakończył się tym, co widzimy dziś – fragmentami murów, zarysami zabudowań i samotną wieżą wejściową.
W XX wieku ruiny doczekały się archeologów. W 1965 roku odkryto tu groty kusz i ślady osadnictwa sprzed powstania zamku. Do tego czasu był jednak przede wszystkim zapomnianym strażnikiem nad Sanem – efektownym, ale mocno nadgryzionym przez historię.
Czarna Dama z Sobienia – najpiękniejsza i najtragiczniejsza legenda
Z Sobieniem wiąże się wyjątkowa legenda o Czarnej Damie. Według tradycji to duch Anny Kmity, żony jednego z właścicieli zamku. Gdy Maciej Korwin zaatakował warownię, jej mąż był poza domem. Anna ukryła się w swojej komnacie, ale płonące fragmenty zabudowań odcięły jej drogę ucieczki. Gdy zrozumiała, że nie ma szans na ratunek, założyła czarne szaty i czekała na koniec. Jej mąż po powrocie zastał zamek w ruinach, a wśród zgliszczy znalazł biżuterię, którą nosiła. Przysiągł jej wierność aż do śmierci i – jak mówią przekazy – dotrzymał tej przysięgi. Duch Anny pojawiał się później przed śmiercią kolejnych członków rodu Kmitów, jakby pilnowała swoich bliskich.
Czy warto?
Jeśli chcesz zobaczyć mocny klimat historii, pospacerować wśród murów zniszczonych przez wojny i czas, oraz podziwiać jeden z najpiękniejszych zachodów słońca w dolinie Sanu – Sobień jest świetnym wyborem. Jeśli natomiast liczysz na rekonstrukcję gotyckiej warowni – poczekaj, aż archeolodzy skończą swoją robotę. Potencjał jest ogromny. I czuję, że gdy tylko prace się zakończą, Sobień znów zacznie przyciągać ludzi tak mocno, jak przed wiekami.






Dodaj komentarz