Dwa tygodnie temu zachwycałam się sztucznie nasadzonym sercem nad Jeziorem Myczkowskim w Bieszczadach – tym, które Aditya stworzył dla swojej żony Marii na zboczu Suchego Berda. Jeśli nie kojarzysz, wpadnij do wcześniejszego wpisu – tam jest i historia i romantyczny klimat, który możesz poczuć oglądając serce z bliska, jak również z punktu widokowego po przeciwnej stronie jeziora. Tym razem ruszyłam szukać serca, które uformowała natura! I znalazłam je tam, gdzie Bieszczady są najpiękniejsze – widok z Połoniny Caryńskiej na serce leżące na zboczach pasma górskiego Dział 1099 m n.p.m. mnie oczarował!
Serce naturalne w Bieszczadach
Co znajdziesz poniżej?
Serce na stokach góry Dział – większe, naturalne i widoczne z Caryńskiej!
Naturalne serce leży na zboczach pasma górskiego Dział 1099 m n.p.m., w granicach Bieszczadzkiego Parku Narodowego. To właśnie to serce – większe, rozległe i pięknie ukształtowane – można wypatrzyć podczas wędrówki czerwonym szlakiem z Brzegów Górnych na Połoninę Caryńską. Drzewa na stoku układają się w charakterystyczny zarys, który naprawdę przypomina serce. I co najważniejsze: nikt go nie sadził. Zero ludzkiej ingerencji. To natura poukładała gatunki i kolory w tak malowniczy sposób.
Kilkaset minut podejścia i… jest!
Wiedziałam, że muszę je zobaczyć. Nawet jeśli pogoda zdecydowała się być dla mnie średnio łaskawa. Mgła falowała między drzewami jak potwór z jaskini, co raz odsłaniając, a raz zakrywając widoki. Ale nie odpuściłam. Po kilkudziesięciu minutach marszu czerwonym szlakiem serce po prostu się pojawia. Jakby czekało na tych, którzy mają cierpliwość i trochę szczęścia. Możesz je podziwiać z pierwszej od tej strony kulminacji Połoniny Caryńskiej – 1236 m n.p.m.. Dalej, gdy idziesz w stronę kolejnych wypiętrzeń, zniknie z pola widzenia.
Kolorowe o każdej porze roku… chociaż tym razem nie trafiłam idealnie
Naturalne serce podobno potrafi zachwycać o każdej porze roku: wiosną i latem jest całe zielone, jesienią. Szczególnie w październiku – przechodzi w soczyste czerwienie i pomarańcze. Ja trafiłam akurat na moment „po jesieni”. Większość liści już opadła, a te typowo bieszczadzkie czerwono-złote barwy schowały się przed zimą. Mimo tego widok nadal miał w sobie coś wyjątkowego. Mgła dodawała scenerii takiego „bieszczadzkiego niedopowiedzenia”.
Cała Połonina Caryńska w jeden dzień – pierwszy raz!
Na dokładkę mogę powiedzieć, że pierwszy raz przeszłam całą Połoninę Caryńską z Brzegów Górnych do Ustrzyk Górnych. O tej trasie, jej rytmie, podejściach i niespodziankach napiszę w następnym wpisie, bo zasługuje na osobny opis.






Dodaj komentarz