Ostatni dzień w Beskidzie Żywieckim postanowiliśmy spędzić bez pośpiechu, celebrując każdą chwilę w otoczeniu natury. Naszą bazą wypadową był domek położony na samym zboczu góry Oźnej (tutaj możecie zobaczyć domek i poczytać o pierwszym dniu i wyprawie na Wielką Raczę), więc wybór celu na niedzielny poranek, 29 marca, był oczywisty. Zanim spakowaliśmy walizki do auta, ruszyliśmy na pożegnanie z zimową aurą.
Choć kalendarz sugerował już przedwiośnie, góry miały inny plan na cały weekend w Beskidzie Żywieckim. Wiedzieliśmy, że czeka nas znowu solidny wysiłek – nikt w ten weekend nie zapuszczał się w te okolice, więc czekało nas brodzenie w śniegu po kolana. Cel: Oźna 952 m n.p.m. Spacer odbył się w wyjątkowej, niemal mistycznej atmosferze. Dookoła panowała absolutna biel, a gęsta mgła zacierała granice między ziemią a niebem.
Tak wyglądała nasza droga na szczyt Oźna – dosłowne przecieranie szlaku! Wiedzieliśmy, że w ten weekend nikt przed nami nie zapuszczał się w te rejony, więc czekało nas brodzenie w śniegu po kolana.Oto nasz azyl w Beskidzie Żywieckim – urokliwy domek pod numerem 337 Oźna, położony na samym zboczu góry Oźna. To stąd wyruszaliśmy na nasze śnieżne spacery i to tutaj, tuż pod oknami, oddawaliśmy się szalonym zjazdom na sankach. Lokalizacja domku pozwoliła nam poczuć prawdziwy górski klimat – rano budziła nas cisza i biel za oknem, a szczyt mieliśmy dosłownie na wyciągnięcie ręki. Idealne miejsce dla każdego, kto chce uciec od zgiełku miasta.
Oźna (Beskid Żywiecki)
952 m n.p.m.
•Oźna 337
0:50 h 2,4 km (pętla)
• Schronisko Oźna (alternatywnie)
108 m
BRAK
Interaktywna mapa pojawi się po akceptacji cookies. Szczegóły w polityce prywatności.
Ślady historii wśród drzew
Mimo trudnych warunków, na szczyt dotarliśmy bez większych problemów. Beskid Żywiecki to nie tylko przyroda, to także mikrohistorie zapisane w krajobrazie. Po drodze minęliśmy małą, urokliwą kapliczkę oraz krzyż upamiętniający Jana Michalskiego (1899–1945). Kim był? Zapewne zasłużonym mieszkańcem tych stron, którego pamięć przetrwała w tym surowym miejscu przez dziesięciolecia. Zajrzeliśmy również do małej, przydrożnej Kaplicy „Na Groniku”, która w tej białej scenerii wyglądała wyjątkowo malowniczo.
Niedaleko szczytu Oźnej natknęliśmy się na ten wymowny punkt – krzyż upamiętniający Jana Michalskiego (1899–1945). Stojąc tam w marcowej mgle, trudno nie ulec zadumie nad historią człowieka, który odszedł w tak symbolicznym roku, a którego pamięć wciąż trwa tu, na wysokości 952 m n.p.m. To właśnie takie miejsca nadają beskidzkim szlakom głębszy, niemal mistyczny wymiar, przypominając o dawnych mieszkańcach tych ziem.Tuż obok krzyża Jana Michalskiego stoi tradycyjna kapliczka zwieńczona mniejszym krzyżem.Schodząc z Oźnej natknęliśmy się na małą, przydrożną Kaplicę „Na Groniku”. W zimowej scenerii i gęstej mgle prezentowała się niezwykle klimatycznie – jakby czas zatrzymał się tu wiele lat temu. To jeden z tych detali beskidzkiego krajobrazu, który sprawia, że nawet krótki spacer staje się wyjątkowym przeżyciem.Wnętrze kaplicy jest skromne, ale bije od niego niesamowity spokój. To idealne miejsce na chwilę zadumy i złapanie oddechu przed dalszym brodzeniem w śniegu po kolana. Czystość i dbałość o to miejsce świadczą o tym, jak ważne jest ono dla lokalnej społeczności oraz przechodzących tędy turystów.Wewnątrz kaplicy czekała na nas miła niespodzianka – księga z wpisami pamiątkowymi. Przeglądając jej strony, można poczuć wspólnotę z innymi wędrowcami, którzy przed nami mierzyli się ze śniegami Oźnej. Oczywiście nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności i sami zostawiliśmy po sobie krótki ślad.
Powrót do dzieciństwa
Cała pętla zajęła nam zaledwie godzinę, ale to wystarczyło, by w pełni nasycić się górskim powietrzem. Zanim jednak na dobre pożegnaliśmy nasz domek, pozwoliliśmy sobie na chwilę czystej radości. Wyciągnęliśmy z szafy „jabłuszka” oraz sanki i niczym małe dzieci zjeżdżaliśmy z górki tuż przy tarasie. Śmiechu było co niemiara – idealny sposób na zakończenie górskiej części wyjazdu.
Złapaliśmy za jabłuszka i sanki znalezione w domku, by chwilę pozjeżdżać z górki tuż obok naszej bazy.
Przystanek, który musi poczekać – Schronisko Oźna
Wiedzieliśmy wcześniej, że schronisko Oźna ma akurat trzytygodniową przerwę i będzie nieczynne, dlatego nasza trasa tym razem omijała jego próg. To jednak punkt, o którym warto pamiętać, planując wędrówki w tej części Beskidu Żywieckiego. Choć tym razem nie dane nam było ogrzać się w jego wnętrzu, z opowieści wiemy, że to miejsce z duszą, idealne dla tych, którzy cenią sobie spokój i mniej komercyjne szlaki. Jeśli będziecie w okolicy, koniecznie tam zajrzyjcie – my zostawiamy sobie tę przyjemność na następny raz!
Choć Schronisko Oźna było na wyciągnięcie ręki, tym razem świadomie zrezygnowaliśmy z nadkładania drogi. Wiedząc o trwającej przerwie technicznej, oszczędziliśmy sobie brodzenia w śniegu pod zamknięte drzwi. To jednak sprawia, że mamy doskonały powód, by tu wrócić – następnym razem na pewno zaplanujemy trasę tak, by w końcu sprawdzić, jak smakuje tu herbata ♥
Bielsko-Biała: miasto dwóch organizmów i jednej bajki
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Bielsku-Białej. To miasto niezwykłe, nazywane często „Małym Wiedniem” ze względu na swoją architekturę. Historycznie Bielsko (na Śląsku Cieszyńskim) i Biała (w Galicji) były osobnymi miastami, rozdzielonymi rzeką Białą, która przez wieki stanowiła granicę państwową. Połączyły się dopiero w 1951 roku, tworząc unikalny, dwupunktowy organizm miejski o bogatej historii rzemieślniczej i przemysłowej.
Stojąc na tym moście, jedną nogą byliśmy na Śląsku, a drugą w Małopolsce. To najbardziej znany, historyczny punkt graniczny, który przez wieki dzielił Bielsko i Białą.Dzięki gruntownej rekonstrukcji z 2021 roku most odzyskał swój blask z końca XIX wieku – kute barierki i stylowe łuki robią niesamowite wrażenie i pozwalają na chwilę przenieść się w czasie. To idealne miejsce, by poczuć dawną atmosferę tego dwumiasta.
Spacerem po Studiu Filmów Rysunkowych
Bielsko-Biała to jednak przede wszystkim polska stolica animacji. To tutaj powstało słynne Studio Filmów Rysunkowych, dlatego spacerując po mieście, czuliśmy się jak w bajce. Niestety nie starczyło nam czasu na zwiedzenie Muzeum Filmów Rysunkowych :(, ale może następnym razem nam się uda.
To tutaj wszystko się zaczęło! Kultowy Reksio, postać stworzona przez Lechosława Marszałka, dumnie prezentuje się na swoim skwerku między mostem nad rzeką Białą a zamkiem. Pomnik z 2009 roku przedstawia sympatycznego psiaka wskazującego na globus, co idealnie oddaje jego ciekawość świata. To obowiązkowy punkt fotostop dla każdego, kto odwiedza Bielsko-Białą, niezależnie od wieku.
Reksio: nasz spacer nie mógł pominąć pomnika najsłynniejszego pieska w Polsce. Pomnik Reksia odsłonięto w 2009 roku. Dlaczego tutaj? To właśnie w tutejszym studio Lechosław Marszałek stworzył tę kultową postać w 1967 roku.
Bajkowy szlak: nieopodal spotkaliśmy też innych bohaterów dzieciństwa: Smoka Wawelskiego z kucharzem Bartłomiejem Bartolinim (herbu Zielona Pietruszka!) oraz Baltazara Gąbkę i Don Pedra. Zobaczyliśmy też dwie rzeźby Żaby w smokingu (twórcą rzeźb jest poznański artysta Grzegorz Godawa) oraz nowoczesną postać „Akrobaty” z 2009 roku, która zdobi park za okazałym ratuszem.
Na placu Wojska Polskiego natknęliśmy się tez na świetny ukłon w stronę historii miasta – dwie figury żab wykonane z brązu, które dumnie prezentują się tuż obok fontanny. Poznański artysta Grzegorz Godawa stworzył żabiego flecistę odpoczywającego przy beczce oraz drugą żabę z parasolem. Te sympatyczne postacie nawiązują do detali słynnej kamienicy „Pod Żabami”, dodając placu wyjątkowego charakteru i bajkowego sznytu. Tuż obok Smoka Wawelskiego i Bartoliniego nie mogło zabraknąć głównego bohatera całej wyprawy – profesora Baltazara Gąbki, który z właściwą sobie powagą zdaje się nadzorować kolejny etap ich niezwykłej podróży.
Godzinny spacer po Bielsko-Białej
Nasze wysłużone górskie buty i brązowa łapa żabiego muzyka na placu Wojska Polskiego. Ten krótki spacer uświadomił nam jedno – Bielsko-Biała to miasto, do którego musimy wrócić na znacznie dłużej. Godzina to zdecydowanie za mało, by odkryć wszystkie tajemnice „Małego Wiednia”, zajrzeć do każdego zakamarka Starego Miasta i poczuć pełnię klimatu tutejszych kawiarni. Obiecujemy sobie, że następnym razem damy temu miastu tyle czasu, na ile zasługuje. Bo ma do zaoferowania o wiele więcej, niż zdążyliśmy zobaczyć!Na placu Wojska Polskiego w Bielsku-Białej czekała prawdziwa gratka dla fanów klasyki polskiej animacji. Spotkaliśmy tu samego Smoka Wawelskiego oraz kucharza Bartoliniego Bartłomieja (herbu Zielona Pietruszka). Zatrzymali się swoim słynnym samochodem w samym sercu miasta. Ta urocza rzeźba autorstwa Lidii Sztwiertni to kolejny przystanek na szlaku „Bajkowe Bielsko-Biała”. Trudno powstrzymać uśmiech, widząc te postacie „na żywo” – to jak powrót do niedzielnych wieczorynek!Spacerując po parku za budynkiem ratusza w Bielsku-Białej, natknęliśmy się na niezwykłą postać. To „Akrobata” – dynamiczna rzeźba z 2009 roku, która zdaje się przeczyć prawom grawitacji. Choć miasto słynie z pomników bajkowych, ta nowoczesna instalacja świetnie wpisuje się w artystyczny klimat „Małego Wiednia” i przyciąga wzrok każdego przechodnia.
Szukasz pomysłu na szybki i konkretny wypad w Beskid Żywiecki? Wielka Racza 1236 m n.p.m. to obowiązkowy punkt na liście każdego zdobywcy Diademu Polskich Gór, a szlak z Rycerki Górnej to najkrótszy sposób na jej zdobycie. Nasza ostatnia wyprawa udowodniła…
Drugi dzień w Beskidzie Żywieckim przyniósł nam jeszcze więcej śniegu i niezapomnianych wrażeń. Postanowiliśmy zdobyć Bendoszkę Wielką (1144 m n.p.m.), startując z Rycerki Górnej Kolonii przez przytulne schronisko na Przełęczy Przegibek. Choć trasa miała być krótka, zimowe warunki i torowanie…
Dodaj komentarz