Mam słabość do filmów, które łączą góry z ludzkimi emocjami. „A Fine Line” to dokument o bieganiu po szlakach i miłości do gór. Wróciłam do niego po kilku latach w miniony weekend. I ponownie, po 52 minutach seansu, czułam coś między zachwytem a lekkim zawrotem głowy – dosłownie i w przenośni. Sceny kręcone dronem zapierają dech w piersiach! To nie jest film dla tych, którzy szukają klasycznej biografii czy pełnej relacji z wyścigów. To obraz o poszukiwaniu sensu i wolności w przestrzeni. To Kilian Jornet Burgada i jego świat.

Ktoś powiedział: „Jesteśmy tym, o czym marzymy.
A jeśli nie marzymy, umieramy” – A Fine Line
Kilian Jornet Burgada – mistrz górskich ekstremów
Kilian Jornet to hiszpański biegacz długodystansowy, skialpinista i kolarz górski pochodzący z Katalonii. Jeden z najbardziej utytułowanych sportowców górskich na świecie, trzykrotny zwycięzca Skyrunner World Series (2007–2009) i triumfator legendarnego Western States Endurance Run w 2011 roku. Na swoim koncie ma rekordowe wejścia na Kilimandżaro (7 h 14 min) oraz Górę Olimp (5 h 19 min 45 s). Jornet to także twórca projektu „Summits of My Life”, w ramach którego zdobywa najsłynniejsze szczyty świata biegiem, wyznaczając nowe granice ludzkiej wytrzymałości i pasji.

Podróż ku szczytom i ku sobie
„A Fine Line” to film o realizacji projektu „Summits of My Life”. Projektu, w którym Kilian Jornet – legenda górskich biegów i skialpinizmu – postanowił zdobywać najsłynniejsze szczyty świata w rekordowym tempie. Nie chodzi tu jednak tylko o wynik. Film pokazuje, że prawdziwą nagrodą jest droga – nie cel. To duchowa podróż, zrealizowana na granicy fizycznej wytrzymałości i filozoficznego poszukiwania.
W tej wizualnej opowieści towarzyszymy Jornetowi i jego ekipie przez ośnieżone Alpy. Ujęcia z drona są spektakularne – chwilami aż za bardzo. Naprawdę można poczuć zawrót głowy, patrząc na ich przepaściste podejścia i zbiegające w nieskończoność granie. Obraz jest piękny, poetycki, ale i surowy.

Aby to zrobić, musimy być tutaj, w górach.” – „Summits of My Life”


Nie o sukcesach, a o życiu
Choć Kilian Jornet to jeden z najbardziej utytułowanych sportowców w historii ultramaratonów, film niemal pomija jego wyniki. I to jest zarówno jego siłą, jak i niedosytem. Z jednej strony dostajemy głęboki wgląd w relację bohatera z naturą – od dzieciństwa, przez pierwsze biegi, po chwile, gdy bieganie staje się sposobem na życie. Z drugiej – jeśli ktoś liczy na fakty, liczby, daty, nazwiska – będzie musiał poszukać ich samodzielnie. Ten film to bardziej medytacja niż reportaż.
Dużym ładunkiem emocjonalnym jest dedykacja filmu zmarłemu tragicznie Stéphane’owi Brosse – legendarnemu skialpiniście i przyjacielowi Jorneta. To nie tylko hołd, ale też przypomnienie, że granica między życiem a śmiercią w górach bywa bardzo cienka – tytułowa fine line.
Dla kogo ten film?
Dla każdego, kto kocha góry, naturę, bieganie – albo po prostu chce poczuć, że życie to coś więcej niż codzienna gonitwa. „A Fine Line” nie udaje, że odpowiada na wszystkie pytania. Raczej zadaje je w sposób nienachalny i bardzo osobisty. Można odnieść wrażenie, że to film zrobiony „dla siebie” – ale właśnie dlatego tak dobrze trafia do wrażliwego widza.
Jeśli szukasz inspiracji do własnych górskich wyzwań – ten film może być dla ciebie jak pierwszy krok na szlaku. A jeśli znasz książki Jorneta – „Biegnij albo giń” (Run Or Die – 2011), „Above the Clouds: How I Carved My Own Path to the Top of the World” (2021) czy „Niewidzialne granice” (2016) – to będzie piękne ich dopełnienie.
„A Fine Line” to nie tylko film sportowy. To film o pasji, przyjaźni, o tym, co nas ciągnie na szczyt – i co każe nam wracać. Niezwykle inspirujący, wizualnie oszałamiający, z nutą melancholii i ciszy, którą znają wszyscy, którzy choć raz poczuli, że biegną nie tylko po szlaku, ale po własne marzenia.








Dodaj komentarz