Podczas wędrówki na Biskupią Kopę od strony Doliny Bystrego Potoku trafiliśmy na miejsce, które nie tylko zaskoczyło nas swoją historią, ale i wymagało odrobiny górskiej ostrożności. Mowa o dawnej skoczni narciarskiej – przystanku numer 1 na ścieżce dydaktyczno-przyrodniczej prowadzącej przez dolinę.
Wracając ze szczytu, postanowiliśmy zejść właśnie przez teren skoczni. Było to nietypowe urozmaicenie szlaku, ale uwaga – to fragment dla osób z pewnym doświadczeniem i kijkami trekkingowymi w rękach. Teren jest bardzo stromy, miejscami niestabilny, pełen zsuwających się kamieni. Zdecydowanie nie polecam tej trasy po deszczu lub zimą – może być wtedy zwyczajnie niebezpieczna. Jeśli nie czujesz się pewnie przy stromych zejściach, wybierz trasę powrotną nieco dłuższą, ale łatwiejszą, przez dolinę.


Co znajdziesz poniżej?
Selffentalschanze – jedyna taka skocznia na Górnym Śląsku
Skocznia, przy której się zatrzymaliśmy, to dziś cichy świadek górskiej historii regionu. Zbudowano ją w 1931 roku dzięki zaangażowaniu norweskiego mieszkańca Prudnika radcy naukowego Konrada Hannaka oraz lokalnej sekcji Śląskiego Sudeckiego Towarzystwa Górskiego (Mährisch-Schlesischer Sudetengebirgsverein, w skrócie MSSGV). Była to wówczas jedyna skocznia narciarska na Górnym Śląsku, dlatego jej otwarcie przyciągnęło tłumy. Skoczkowie rozpoczynali najazd z tzw. Saperskiej Drogi na stoku Szyndziełowej Kopy (533 m n.p.m.), a widzowie obserwowali ich loty z tarasów po drugiej stronie doliny. Rekordowe skoki sięgały nawet 40 metrów! Ostatnie większe zawody odbyły się tutaj jeszcze w 1947 roku, ale z uwagi na małą ilość śniegu skocznia zaczęła popadać w zapomnienie. Dziś możemy podziwiać jedynie jej zarys – próg, mostek i resztki tarasów.
Niezrealizowane plany i coraz większe zapomnienie
W 2007 roku pojawił się pomysł, by przywrócić dawną świetność temu miejscu. Planowano zbudować nową skocznię narciarską pokrytą igelitem w miejscu starej Seiffentalschanze oraz mniejszą skocznię dla dzieci i młodzieży w jej sąsiedztwie. Niestety, ze względu na wysokie koszty projekt nie został zrealizowany. Od tamtej pory teren skoczni coraz bardziej zarasta – kolejne krzaki i dzika roślinność zacierają ślady po tym, co kiedyś tętniło sportowym życiem. Dziś o istnieniu skoczni przypominają już tylko kamienny próg i cichy szum Bystrego Potoku w dole.
Zielone przejęcie – co rośnie na dawnej skoczni
Teren wokół dawnej skoczni powoli pochłania natura. W runie leśnym dominują takie gatunki jak lepiężnik biały, pierwiosnka lekarska czy jastrzębiec leśny. Nie brakuje też jeżyn – idealnych na małą przekąskę w sezonie. Obecność tych roślin tylko podkreśla, jak bardzo przyroda odzyskała ten teren, dawniej tętniący sportowym życiem.
Skalne wychodnie i wodne życie pod skocznią
Tuż obok skoczni znajdują się ciekawe wychodnie skalne – odsłonięcia łupków fyllitowych, które warto obejrzeć z bliska. Przez dolinę przepływa Bystry Potok, który skrywa w sobie niezwykle cenny świat fauny wodnej. Żyją tu m.in. śliz, piekielnica i oba gatunki głowaczy. Warto także wypatrywać pliszki górskiej oraz pluszcza – ptaków charakterystycznych dla czystych, górskich potoków. To również miejsce żerowania dla nietoperzy, m.in. podkowca małego – prawdziwej rzadkości na tej wysokości.
Warto zejść z utartej ścieżki
Choć większość turystów skupia się na samej Biskupiej Kopie i schronisku pod nią, warto zatrzymać się na mniej oczywistych przystankach. Stara skocznia narciarska to nie tylko ciekawostka historyczna, ale też fragment nieoznakowanego szlaku, który pozwala spojrzeć na góry z zupełnie innej perspektywy. Jeśli masz dobre buty, kijki i odrobinę odwagi – zejście przez dawną skocznię będzie miłą niespodzianką i ciekawą opowieścią do wspomnień z gór.





Dodaj komentarz