„Czasem trzeba wszystko spalić, by już nigdy nie wybuchł żaden pożar”. Czasem trzeba też w porę powiedzieć stop. Poprzednie tomy serii o komisarzu Wiktorze Forście wciągały mnie tak, że czytałam je w jeden, góra trzy dni. Tym razem było zupełnie inaczej. „Kasprowy” Remigiusza Mroza męczyłam aż dwa miesiące! A w połowie przeszłam nawet na audiobooka czytanego przez Krzysztofa Gosztyłę, żeby było ciekawiej. Niestety – po jednym rozdziale zasypiałam. I chyba to najlepszy znak, że czas zakończyć moją przygodę z tą serią.

Remigiusz Mróz
Przeczytaj kilka słów o autorze Remigiuszu Mrozie:
Remigiusz Mróz – autor serii książek z bohaterem Wiktorem Forstem
O czym jest „Kasprowy” Mroza?
Akcja toczy się w dwóch liniach czasowych.
- 2025 rok – szczyt sezonu w Tatrach, tłumy turystów w Kuźnicach i plany zamachowców, którzy chcą uderzyć w kolej linową na Kasprowy Wierch. W wagoniku znajdują się dzieci Dominiki Wadryś-Hansen wraz z Osicą, podczas gdy Forst – zupełnie nieświadomy pułapki – zostaje na komendzie.
- 2022 rok – Dominika układa sobie życie u boku Wiktora w Krakowie, ale podejmuje jeszcze jedno śledztwo. Na składowisku odpadów w Pleszowie odkryto masowy grób, a sprawa szybko okazuje się mieć wpływ na wydarzenia trzy lata później.
Wydaje się, że mamy tu mocny punkt wyjścia: Tatry, potencjalny atak terrorystyczny i poważne śledztwo w tle. Brzmi jak przepis na dobry kryminał!




Moje wrażenia
Niestety, im dalej w las, tym gorzej. Zamiast wartkiej akcji mamy sztucznie napędzane emocje, a wiele scen balansuje na granicy absurdu. Forst wspinający się nad przepaścią do wagonika kolejki niczym superbohater, nagłe „zmartwychwstania” bohaterów, miałkie dialogi i nijakie pyskówki zamiast dawnych błyskotliwych wymian zdań z Osicą. To już nie jest ten Forst, którego polubiłam w pierwszych tomach.
Drugi wątek – masowy grób w Pleszowie – miał potencjał, ale został potraktowany po macoszemu. Zamiast wciągającego kryminału, dostałam rozwleczoną i nierówną opowieść, w której nawet emocje między bohaterami wydają się wymuszone i płaskie.
„Kasprowy” Remigiusza Mroza to dziesiąty tom serii, który miał być mocnym akcentem w Tatrach, a okazał się męczącą lekturą. Przeczytałam, żeby mieć pewność – dla mnie seria straciła swój urok i potencjał. Tym razem czegoś zabrakło. Świetne dialogi, klimat gór? Chyba pora zakończyć tę przygodę, która mnie znużyła zamiast wciągać.






Dodaj komentarz