Zugspitze 2962 m n.p.m. — najwyższy szczyt Niemiec 🇩🇪 To był główny cel naszego wyjazdu w Alpy Bawarskie i choć pogoda zgotowała nam małego psikusa, to finalnie wyszło… jeszcze lepiej, niż planowaliśmy. Górska elastyczność okazała się kluczowa! Emocji, potu i widoków nie brakowało.
Zugspitze

2962 m n.p.m.

• Jezioro Eibsee

7:44 h
8,4 km

• Schronisko Wiener-Neustädter

1968 m

Niemcy





Co znajdziesz poniżej?
- 1 Praktyczne wskazówki przed wejściem na Zugspitze od Eibsee
- 2 Miało być przez Höllentalklamm, wyszło przez Eibsee
- 3 Gdzie zaparkować?
- 4 Poranek z widokiem i start o świcie
- 5 Schronisko Wiener-Neustädter – ostatni odpoczynek przed ferratami
- 6 Na szczycie Zugspitze – tłumy, drabinka i złoty krzyż
- 7 Kolejką na dół – szybki powrót i wielkie zmęczenie
- 8 Zugspitze zdobyty! Korona rośnie.
Praktyczne wskazówki przed wejściem na Zugspitze od Eibsee
- 🚗 Parking: auto zostawisz na płatnym parkingu przy Jeziorze Eibsee – koszt za około 12 godzin to 13 euro. Uwaga: auta z boxem dachowym nie wjadą – ograniczenie wysokości.
- 🚠 Zjazd kolejką: na dół możesz zjechać kolejką linową. Bilet kupuje się na górze, kosztuje 44 euro od osoby. Nie było żadnych kolejek.
- ❄️ Warunki latem: nie potrzebujesz raków ani raczków – na tej trasie nie ma lodowca, szlak jest suchy i skalisty.
- 🧗♂️ Sprzęt: konieczna jest uprząż, kask i lonża – na trasie znajduje się długi odcinek ferrat o trudnościach A i B.
- 🚻 Toalety: darmowe toalety znajdziesz w schronisku Wiener-Neustädter oraz na samym szczycie Zugspitze.
- 🖋️ Pieczątki: zarówno w schronisku, jak i na szczycie dostępne są pamiątkowe pieczątki – warto mieć książeczkę Korony Gór Europy!
- ⛰️ Powrót na piechotę: jeśli masz jeszcze siłę – możesz zejść tą samą trasą, którą wszedłeś. Szlak jest dwukierunkowy i dobrze oznakowany.
Miało być przez Höllentalklamm, wyszło przez Eibsee
W Alpy Bawarskie przyjechaliśmy z jednym celem: zdobyć Zugspitze – najwyższy szczyt Niemiec i kolejny punkt na naszej liście Korony Gór Europy. Pierwotny plan zakładał podejście przez wąwóz Höllentalklamm, lodowiec i wisienkę na torcie w postaci via ferrat. Niestety, nocna burza przyniosła nie tylko deszcz, ale i sporo zniszczeń – zmyty most = zamknięty szlak. Nie było jednak mowy o rezygnacji. Zrobiliśmy szybki zwrot i ruszyliśmy na szczyt od strony jeziora Eibsee – turkusowej perełki Alp. Ta trasa wiodła przez Schronisko Wiener-Neustädter i oferowała również solidny fragment ferrat. Brak śniegu i lodu, ale wrażeń nie brakowało. A pogoda? Poza nocnymi burzami – bajka!

Noclegi po stronie austriackiej są często sporo tańsze niż w Niemczech, a widoki na góry rekompensują każdy kilometr dojazdu.

Gdzie zaparkować?
Zatrzymaliśmy się na dużym, płatnym parkingu przy Jeziorze Eibsee – Parkplatz am Eibsee. Za około 12 godzin zapłaciliśmy 13 euro. Warto wiedzieć: auta z boxem dachowym nie mają wstępu – ograniczona wysokość na wjeździe. Parking jest wygodny, blisko szlaków i stacji kolejki, więc idealny punkt startowy.
Poranek z widokiem i start o świcie
Na szlak ruszyliśmy wcześnie – 5:30 rano, przy pierwszych promieniach słońca za plecami. Już od początku było stromo, konkretnie pod górę po trawiastych zboczach i leśnych ścieżkach. W nogach szybko zaczęliśmy czuć zbliżające się 2000 metrów przewyższenia. Co chwilę zatrzymywały nas widoki – Jezioro Eibsee w dole, otoczone szczytami i soczystą zielenią wyglądało jak z folderu reklamowego. Wraz ze wzrostem wysokości pojawiały się pierwsze łańcuchy, ekspozycje i skalne rumowiska.



Schronisko Wiener-Neustädter – ostatni odpoczynek przed ferratami
Po kilku godzinach dotarliśmy do Schroniska Wiener-Neustädter, położonego mniej więcej w połowie trasy. Zrobiliśmy tam zasłużony przystanek – toaleta, bezalkoholowe piwo i kilka głębszych wdechów przed tym, co miało nastąpić dalej. Bo dalej zaczęło się robić naprawdę konkretnie: piargi pod nogami, żwir, kamienie i osuwające się podłoże. Trzeba było mocno uważać na każdy krok. A zaraz potem – 2 km ferrat oznaczonych na poziomie trudności A i B – czyli bez większych trudności technicznych, ale z emocjonującymi momentami. Porządne zabezpieczenia, klamry, stalowe liny – wszystko tam było. Dla osób nawet o niższym wzroście (150 cm) – spokojnie do zrobienia.
Schronisko Wiener-Neustadter – odpoczynek w drodze na szczyt Zugspitze – najwyższy szczyt Niemiec





Na szczycie Zugspitze – tłumy, drabinka i złoty krzyż
Około 14:00 stanęliśmy na szczycie Zugspitze. A raczej… w kompleksie na szczycie. Bo to nie zwykły szczyt – to małe miasteczko na wysokości prawie 3000 m! Jest tu dosłownie wszystko: tarasy widokowe, restauracje, schronisko, sklepik z pamiątkami, muzeum, a przede wszystkim charakterystyczny złoty krzyż – symboliczny najwyższy punkt. Samo wejście pod krzyż to osobna atrakcja – trzeba pokonać metalową furtkę, żelazną drabinkę i… odstać swoje w kolejce do zdjęcia. Ale warto! Zrobiliśmy pamiątkowe fotki, zjedliśmy, uzupełniliśmy płyny i jeszcze chwilę rozkoszowaliśmy się widokami. A potem – czas na zjazd kolejką linową.



Kolejką na dół – szybki powrót i wielkie zmęczenie
Zjazd na dół kolejką kosztował nas 44 euro od osoby – trwał zaledwie 10 minut i zakończył się dokładnie tam, gdzie zaczęliśmy: przy parkingu nad Eibsee. To było bardzo wygodne zakończenie dnia, choć… byliśmy tak zmęczeni, że marzyliśmy już tylko o prysznicu i kolacji.
Zugspitze zdobyty! Korona rośnie.
I tak, nieco inną trasą niż planowaliśmy, ale z ogromną satysfakcją, zdobyliśmy Zugspitze – mój trzeci szczyt do Korony Gór Europy. Trasa była wymagająca, różnorodna i niesamowicie malownicza. Było wszystko, czego można sobie życzyć w górskiej przygodzie: świt nad jeziorem, ferraty, schronisko, emocje i spektakularny finał na dachu Niemiec.
Kolejny dzień miał być spokojniejszy, ale jak się okazało… też nie zabrakło stromizn i pięknych panoram. Ale to już temat na osobny wpis.







Dodaj komentarz